"Kajś" - Zbigniew Rokita - Wydawnictwo Czarne

Wspomnienie pierwsze.

Moja ciotka Ana (Anna) - szwagierka mojego dziadka, żona wuja Stacha - pochodzi ze Śląska. Skąd? Nie wiem. Wiem, że jest głośna, gada niemal nieustannie połączeniem gwary poznańskiej i śląskiej, podczas swoich opowieści szturcha rozmówcę na tyle mocno, że strąca zupę nabraną na łyżkę. Obok ciotki nikt nie chce siadać podczas poznańskich imienin. Ciotka jest nie do zdarcia. Wuj zmarł wiele lat temu, a ona o kulach uparcie idzie przez życie. I zamiast rękami wymachuje nimi.

Wspomnienie drugie.

Kopalnie. Górnicy. Tragedie zza komuny i te współczesne zlewają się w całość. Wiem, tylko, że Śląsk to COP. Miasta poprzyklejane do siebie. Z Bytomia mam przez chwilę korespondencyjną koleżankę. 

Wspomnienie trzecie.

Poznaję studentki z UŚ. Wszyscy śmieją się z Sosnowca. Mama Madzi. I ogólnie Śląsk to brudne powietrze, brudne szyby, brzydkie miasta. Fanaberie o autonomii. RAŚ. Zakamuflowana opcja niemiecka. Smutek i smog.

Wspomnienie czwarte.

Ciotka Zenka opowiada mi, że Mysłowice to historyczne miasto. Dworzec o wielu torach, bo tam przerzucano więźniów do Birkenau. Trójkąt Trzech Cesarzy, bo tu zbiegały się granice zaborów. Miejsce wybuchu powstania śląskiego. Jedziemy tam. Bytom przeraża, po zmroku lepiej się tam nie zapuszczać. Mysłowice - zielone. Katowice - zaskakujące, ale to Katowice czy już Chorzów?


Dziś.

Od miesiąca jestem mieszkanką województwa śląskiego. Różne sploty wydarzeń doprowadziły do tego, że 10 września kurier wiózł jedną część dobytku, mój mąż drugą, a ja z dziećmi ruszyłam przed 9h00 z poznańskiego dworca do zupełnie nieznanej mi ziemi. Kiedy wypełniałam formularze zmiany danych pytałam męża, czy wie, jakie to dokładnie województwo. Śląskie - podpowiedziała Wikipedia. A ja myślę tylko o kluskach. I wtedy - ucząc się na błędach popełnionych podczas mieszkania w Paryżu - chcę wiedzieć więcej. Google podpowiada książki, Legimi w części je udostępnia. Ja patrzę z nadzieją na Szczepana Twardocha, a NIKE wędruje do Zbigniewa Rokity za książkę Kajś.


Kajś. Gdzieś.

Ciotka Zenka wie, że z każdą stroną reportażu jaram się coraz bardziej. Zaczynam rozumieć, albo przynajmniej tak mi się wydaje, specyfikę śląskiej ziemi. Siedząc w jednym domu Ślązacy wędrowali między tym, co słowiańskie a tym, co germańskie. Germanizowani, polonizowani. Rodziny z pogranicza narodowości. Niemcy, Ślązacy proniemieccy, Ślązacy propolscy, Polacy. Wielokrotnie zmieniane nazwy: z niemieckiej, na polską, a potem jeszcze na niemieckobrzmiącą. Dziadkowie z Wermachtu, wysiedlenia na wschód, polski obóz koncentracyjny na Zgodzie, ołowiany Czarnobyl, zapadający się Bytom.

Tu dzieje Polski zapisane w świętej podstawie programowej historii przyjmują inną perspektywę. Wydające mi się niegdyś fanaberią ruchy walczące o autonomię nie tyle państwową, ile etniczną Ślązaków, dziś są dla mnie uzasadnione. Polonizowani na siłę, traktowani przez rząd przedmiotowo jako dojna krowa polskiej gospodarki, oskarżani o bycie zakamuflowaną opcją niemiecką. Sądy rozstrzygają, czy mają prawo czuć się Ślązakami - nie mają. Choć w 2012 roku GUS podał, że ponad 800 tysięcy mieszkańców Górnego Śląska czuje się narodowości śląskiej, z tego 300 tysięcy tylko i wyłącznie śląskiej. 

Zbigniew Rokita przeplata wielką historię swoją osobistą, pokazuje współistnienie polskiego, śląskiego i niemieckiego świata, a z tym również i języka. Na kartach reportażu buduje swoją tożsamość. Pewnie czuje się zagubiony, tak samo jak ja, gdy czekając na rozstrzygnięcie, otrzymuję od niego jedynie lakoniczne "To skomplikowane". A na koniec, swoją własną historią zaskakuje i jednocześnie potwierdza to, co próbował określić na kartach reportażu. Czy mu się to udało? Nie. Bo śląskość jest ruchu, jest żywa. Nie da się jej oznakować, opisać sklasyfikować. I bardzo dobrze.

Myślę, że Śląsk w istocie jest kajś. Zarówno w ignoranckim podejściu Polaków, jak i nieco skomplikowanym poczuciu Ślązaków. Jest kajś, bo nie leży w swych historycznych granicach, bo przylepiono do niego coś, co niegdyś leżało w Galicji, a odczepiono to, co było od dawien dawna. Jest kajś, bo dla nie-Ślązaków to kopalnie i węgiel i ukryta opcja niemiecka, to patologia i chamstwo. Jest kajś, bo Ślązak kajś trzyma wspomnienia o dziadku w Wermachcie i przodkach katowanych przez Polaków. Jest kajś i to skomplikowane.

Komentarze

Popularne posty