Zamiast lekcji pierwszej
Kilkanaście dni temu zapytałam Was na Instagramie, o czym miałabym napisać pierwszy wpis na blogu. Padł pomysł, bym opowiedziała o książkach, które z jakiegoś powodu są dla mnie ważne. Wszak one właśnie kształtowały moją wrażliwość literacką.
1. Biblia. Ku rozpaczy moich rodziców to była moja ulubiona książka do poduszki. Do dziś historie w niej zawarte inspirują mnie, choć obecnie dzięki Miriam Synger (IG: @jestem_zydowka) odkrywam ich głębszy sens.
2. Pan Tadeusz. Tata mówił, że ta książka jest za trudna. A jednak stanowi jeden z moich ulubionych utworów, który przeczytałam aż osiem razy <3
3. Madame. Przeczytałam ją, by znaleźć wspólny temat do rozmowy z chłopakiem, który mi się podobał. Relacja z nim nie wyszła, ale w książce zakochałam się bez pamięci.
4. Kawior i popiół. Lubię książki non-fiction, lubię dwudziestolecie międzywojenne, lubię literatów i poetów. Amerykańska historyczka odkrywa świat Aleksandra Wata, Brunona Jasieńskiego, Juliana Tuwima i in., którzy prócz poezji uprawiali komunizm. Szalenie ciekawa pozycja.
5. Sapiens. Od zwierząt do bogów. Książka, która całkowicie zrewolucjonizowała moje myślenie o człowieku, ludzkości, stworzonym przez nas świecie.
6. Wiedźmin. Wolę opowiadania, sagę trudno mi się czyta, a doskonale słucha się audiobooka w opracowaniu Supernovy. Zachwyca mnie wielopoziomowość historii Geralta, konstrukcji jego świata, uniwersalizmu problemów.
Pozostawiam Was z tym krótkim zestawieniem, bo nie chcę, by wpisy były okrutnie długie. Mogłabym w tym spisie umieścić więcej szanowanych i wielkich arcydzieł literatury światowej, ale... nie chcę. Pokazałam Wam za to książki, które cenię, lubię, do których wracam nie tyle w czytaniu, co w myślach :)
Bonus : backstage
Komentarze
Prześlij komentarz